17 stycznia 2016

Rozdzial 27

Chloe
Siedziałam przy stole czytając jakiś modowy magazyn. Raczej w pośpiechu przewracałam z kartki na kartkę, zwracając uwagę tylko na to ile stron zostało do końca. Nie ciekawiło mnie to, ale nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Jak zabić czas. Wszyscy byliśmy już spakowani i gotowi do drogi. Nie było jeszcze nawet południa, a my czekaliśmy na Justina, Dylana i Maggy. Z Mamą i Ashley zdążyłyśmy nawet już wybrać się na małe zakupy. Mama jak zawsze przypilnowała, żebym nie wyszła z galerii bez szalika, czapki i rękawiczek. Nie było jeszcze zimy, ale pogoda była fatalna. Słońce i ciepłe dni całkowicie odeszły w zapomnienie. Jedyne czego można było się spodziewać nie wyglądając nawet za okno to okropny wiatr i szare niebo bez jakiegokolwiek wyrazu. Już dużo wcześniej robiło się też ciemno. Nadchodził czas ponury i nijaki. Nie przepadałam za tą porą roku, choć koloru jej nie brakowało. Kiedyś potrafiłam się cieszyć każdą porą roku, teraz nie zauważałam już, że kończy się jesień. Z niewygody i długiego siedzenia na krześle zadarłam jedną nogę na siedzenie, podsuwając sobie kolano pod brodę. Zastanawiałam się ile czasu będę musiała jeszcze czekać. Reszta domu funkcjonowała jakby w spowolnionym tempie. Mama bez pośpiechu chodziła z kuchni do pokoju, nie musiała się w sumie pakować, przecież nawet się nie rozpakowała. Ale Sam też wcale nie biegał po domu martwiąc się czy czegoś jeszcze nie spakował. I byłam pewna na sto procent, że czegoś ze sobą nie zabierze. Ashley siedziała obok i piła herbatę korzystając z laptopa Sama
-Kochanie, na pewno spakowałaś sobie coś ciepłego?-  odepchnęłam się na krześle, by zobaczyć w salonie zamykającą walizkę mamę.
-Taaak- krzyknęłam przybierając swoją poprzednią pozycję.
-Żebyś nie latała tam w krótkim rękawku czy w spódniczce, tak jak teraz. Spakuj długie skarpetki.- uśmiechnęłam się do siebie, spoglądając w stronę okna. Cała mama, jak dawno nie słyszałam tego jej marudzenia. Nie miałam zamiaru marznąć, spakowałam i długie skarpetki.
-Ile można na nich czekać- powiedziałam bardziej do siebie, ale Ash oderwała się od komputera. Uśmiechnęła się popijając parującą herbatę.
-Powinni być za półgodziny, mają jeszcze sporo czasu.- spojrzałam na zegarek na ręku. Nie wiem czemu się tak niecierpliwiłam. Cieszyłam się, że spędzimy trochę czasu i to w takim gronie. Nigdy bym nie spodziewała się tutaj rodziców! Jeszcze nie cieszyłam się tak na żaden wyjazd. No prawie, nie licząc tego z Justinem. Wyprostowałam się nagle, gdy usłyszałam, że ktoś podjeżdża pod dom. Gdy byłam pewna, że to oni, wsunęłam na nogi cieplutkie kapcie, które dostałam od Maggy i ruszyłam do drzwi. Zrobiło się nagle mega zimno, ale nie chciało mi się wracać po kurtkę. Ruda przyjaciółka wyskoczyła szybko z tylnego siedzenia zmierzając w moim kierunku. Dylan zaraz stanął obok niej.
-Nie masz pojęcia jak cię cieszę na ten wyjazd- złapała mnie za rękę ciesząc się.
-To będą najlepsze dni w naszym życiu.- odwzajemniłam uśmiech, ściskając ją.
-Cześć Chloe- machnęłam do Dylana ręką, choć stał obok.
-Hej, wchodźcie do środka.- uśmiechnęłam się i zeszłam ze schodków. Justin trzasnął właśnie drzwiami. Podeszłam do samochodu, a Justin spojrzał na mnie poważnym wzrokiem.
-Gdzie Ty do cholery masz kurtkę, chcesz być chora?!- zignorowałam jego uwagę i zawiesiłam mu się na szyi. Justin objął mnie jedną ręką w pasie, a drugą włożył pod moją spódniczkę łapiąc mnie za tyłek i mocno do siebie przyciągnął, aż musiałam stanąć na palcach. Pocałował mnie mrucząc mi śmiesznie do ust. Takie powitania zdecydowanie zapowiadało wspaniałe wakacje prawie zimowe.
-Mua- uśmiechnął się, szybko mnie puszczając.- Biegnij do środka.- Otworzył bagażnik, a ja stanęłam obok niego. –Chloe, nie żartuje.- przygryzłam wargę, żeby powstrzymać się od zbędnego komentarza, albo przewrócenia oczami. Jednak naprawdę było zimno, więc ruszyłam szybko do domu. Gdy weszłam do środka, zauważyłam jak Maggy dyskutuje z moją Mamą. Ona naprawdę z wszystkimi potrafi się dogadać. Jest przecudowna.
-Dzień dobry- wszyscy odwrócili się do drzwi, gdy Justin wszedł do środka.
-Justin, dobrze synu, że jesteś. Chloe nie mogła się doczekać.- Justin spojrzał na mnie, na słowa mojego taty. Uśmiechnęłam się szeroko, gdy zobaczyłam, że wyraźnie się rozluźnił, mimo że nie wydawało się, żeby był spięty. Tak strasznie się cieszyłam, że moi rodzice tak od razu polubili mojego chłopaka. Choć może dlatego, że nie wiedzieli czym się zajmuję. Nie jestem pewna, czy tata byłby zadowolony, gdyby wiedział, że Justin się ściga. A już najlepiej, że nie wie, że ściga się także Sam. Lepiej, żeby rodzice wszystkiego nie wiedzieli. I tak tata przepytał go o wszystko wczoraj. Na szczęście Justin wspomniał tylko, że ma warsztat. Justin podał szybko rękę mojemu tacie, na przywitanie.
-Chloe, dociera do ciebie, że jedziemy w góry? Będzie mega zabawa. Kupiłam coś nawet, żebyśmy wieczorkiem sobie z Ash wypiły- rozmawiałam z przyjaciółką, ale kątem oka obserwowałam Justina. Moja mama także zauroczona podeszła do Taty i Justina, i złapała chłopaka za ramię. Ten uśmiechnął się do niej i wręczył jej bukiecik świeżych kwiatów. Nawet nie zwróciłam uwagi, że z nimi wszedł. Mama była w siódmym niebie. Chciało mi się śmiać, Justin tak bardzo się starał.
-To co, pakujemy się do samochodów. –powiedział Sam, i każdy zaczął łapać się za swoje bagaże. Było nas ośmiu, więc zmuszeni byliśmy jechać na dwa samochody. Ja z Justinem, Maggy i Dylanem, a brat z Ash i rodzicami. Zapięłam kozaki i już miałam łapać się za moją walizkę, ale nie dziwiło mnie wcale, że Justin już się za to zabrał.

***
   
Siedziałam z przodu obok Justina i nuciłam sobie pod nosem piosenkę, która leciała z płyt Justina. Teraz się przekonałam, że naprawdę lubił Beyonce. Wpatrywałam się w szybę przede mną, ale nie skupiałam się na drodze. Myślałam. Zdałam sobie sprawę, że w sumie dużo z Justinem gdzieś jeździmy. Ale lubiłam to. Mogłam z nim siedzieć nawet w aucie. Lubiłam mu się wtedy przyglądać. Uśmiech sam cisnął się na usta. Poczułam na kolanach wibrację, po raz pierwszy chyba dzwonił do mnie Sam.
-Co się dzieje?
-Niedaleko tutaj jest mały hotelik, możemy zatrzymać się na przerwę. Mama potrzebuje następnej dawki kawy.- Serce od tej kawy jej kiedyś stanie. Kto jak kto, ale mama pijała kawę litrami. Ale nie było nikogo, kto byłby w stanie jej to przetłumaczyć. Ale przerwa była chyba najlepszym rozwiązaniem, mieliśmy przed sobą jeszcze trzy godziny drogi. To tyle ile już zdarzyliśmy przejechać. Oznaczało to tylko, że dziś na pewno nie uda nam się wyjść na narty czy na cokolwiek. Na pewno będzie już ciemno.
-Dobra, prowadź- rozłączyłam się i oświadczyłam wszystkim, że robimy przerwę. Chciało mi się śmiać z reakcji Maggy. Kto jak kto, ale ona to chyba cieszyła się najbardziej.
-Dzięki Bogu, bo myślałam już, że dłużej nie wytrzymam. Jest tu jakaś toaleta prawda?- mogłam z wielką odpowiedzialnością stwierdzić, że dodawała wszelakiego uroku tej podróży.
      
Hotelik był nie duży, ale posiadał to czego wszyscy potrzebowaliśmy. Toaletę i coś do picia.
-Masz na coś ochotę?- stałam z Justinem przy barze, gdy reszta zajęła już miejsca przy stoliku w kawiarni.
-Może gorącą czekoladę.
-Poproszę dwa razy gorąca czekoladę- Justin schylił się do mnie, więc odwróciłam głowę, by mógł powiedzieć mi coś do ucha.
-Przydałaby się jeszcze truskawki co?- uśmiechnęłam się szeroko na to wspomnienie. Gdy Justin pokazał swoje białe zęby w uśmiechu, stanęłam na palcach by mu odpowiedzieć.
-Z miłą chęcią powtórzyłabym to. Chociaż wolałabym nadać temu więcej pikanterii.- Justin wyprostował się, próbując zachować poważną minę. Odwrócił się, by upewnić się, że nikt nie słyszy o czym szepczemy.
-Trzymam za słowo- mrugnął do mnie okiem i w tym momencie dziewczyna za barem przerwała nam nasza miłą pogawędkę.
-Z dodatkowym cukrem?- Justin spojrzał na mnie a ja pokiwałam przecząco głową.
-Nie, dziękujemy. – uśmiechnął się do niej z grzeczności, a ona wręcz zaczęła się rozpływać. Zatrzepotała rzęsami, niechętnie się obracając. Szturchnęłam Justina łokciem, a on szybko na mnie spojrzał.
-Nawet na nią nie spojrzałem. Poza tym to ona się do mnie ślini, a nie na odwrót.
-Proszę- dziewczyna uśmiechnęła się szeroko, ale to ja złapałam szybko za nasze kubki. Coś długo to robiła jak na gorącą czekoladę. Odwróciłam się zmierzając w kierunku stolika. Justin szybko dotrzymał mi kroku.
-Chloe, zaczekaj. Gdzie tak biegniesz?
-Chyba nie jestem niewidzialna. Głupia krowa, następnym razem chyba muszę dobitnie dawać znać, że jesteś zajęty.- Justin zaśmiał się na moje słowa, a ja tylko na niego spojrzałam.
-Po pierwsze to nie była wcale w moim typie. Wolę brunetki- no akurat jej blond wyprostowana kitka rzucała się w oczy. Można było jej tych włosów pozazdrościć. Ale w sumie Susan też była ciemna… Szybko odrzuciłam od siebie tę myśl- Po drugie, nawet nie zwracałem na nią uwagi. Nawet nie dałbym rady, to ty szeptałaś do mnie takie sprośne rzeczy.- Justin zaczął się śmiać, a ja spojrzałam na niego szybko, próbując się nie śmiać, ale nie udało się.
-Jakie sprośne? Poza tym to ty zacząłeś tą rozmowę.
-A wiesz, że jesteś taaaak strasznie seksowna jak się złościsz. No i jesteś zazdrosna. To miłe.
-Nie jestem zazdrosna!- oburzyłam się, ale nadal chciało mi się śmiać.
-Nazwałaś ją głupią krową. Która dziewczyna nazywa tak inne dziewczyny, które próbują poderwać jej faceta?! – Justin setny raz dzisiaj zaśmiał się a ja sprzedałam mu kuksańca w bok, gdy znaleźliśmy się przy stoliku.
   
Odwróciłam się do tyłu i spojrzałam, że Dylan z Maggy śpią. Nie jechaliśmy nawet dziesięć minut, a oni już spali. Wow. Ale nie zaprzeczę, że takie podróże są męczące, bo są. W sumie to może i dobrze, że spali. Odwróciłam się z powrotem do przodu, poprawiając na się na siedzeniu.
-Śpią.- Justin spojrzał w lusterko i pokręcił głową, śmiejąc się z nich. Jego dłoń szybko znalazła się na moim kolanie. Udawałam jeszcze trochę oburzoną, więc postanowiłam zachować kamienną twarz.
-Powinieneś chyba jechać ostrożnie nie uważasz?- spojrzałam w prawo za szybę, a Justin niepewnie zabrał rękę i z powrotem zamieścił ją na kierownicy. Uśmiechnęłam się do siebie, gdy usłyszałam jak mówi.
-Nie jesteś chyba zła o tamtą blondynę? Już mówiłem ci, że wcale na nią..
-Już ci mówiłam, że nie byłam o nią zazdrosna.- Przerwałam mu i poprawiłam się na siedzeniu, zadzierając spódniczkę lekko do góry. Justin spojrzał na mnie, a ja niewinnie jak gdyby nic się do niego uśmiechnęłam. Widziałam, że jego ręka znów wędruje w moim kierunku, sięgnęłam więc do radia, uniemożliwiając mu dostęp. Cofnął rękę, a ja założyłam nogę na nogę, bardziej odsłaniając ciało.
-Doskonale wiem, co robisz- uśmiechnął się pod nosem. Ja też się uśmiechnęłam, udając, że strzepuje coś z nogi. –Jeśli ta spódniczka podniesie się jeszcze choćby o milimetr, przesiadam się- wskazał palcem na jadącego przed nami Sama.- zaśmialiśmy się, a Justin szybko na mnie zerknął. Trochę jak zakochani w sobie szesnastolatkowie.
-Mam rozumieć, że dajesz mi poprowadzić swoje auto?
-Marzę tylko, żeby móc przełożyć Cię przez kolano- spojrzałam do tyłu patrząc czy ta dwójka dalej śpi, udając zdziwioną. Przysunęłam się jednak po chwili dużo bliżej, wplątując mu palce we włosy.
-Tym razem to ja trzymam za słowo. – Justin uśmiechnął się i nachylił by mnie pocałować. Odwzajemniłam pocałunek, i szybko zajęłam wygodnie miejsce, by nie rozpraszać Justina. Nie mógł się oprzeć i tak położył dłoń na moim udzie. Nie mogłam się już w sumie doczekać aż dojedziemy. Zaczynał mnie boleć już tyłek.

***

-Tu jest przepięknie- domek był rzeczywiście śliczny, nie tylko Maggy to zauważyła. Ale mimo wszystko byłam zawiedziona, że nie ma śniegu, nie wiedziałam, co będziemy tu robić.. Mieliśmy całą ósemką mieszkać razem. Nasza czwórka, jak i w aucie miała spać na górze, a pozostali na dole.
-Zanieście swoje rzeczy do pokoi, i przyjdźcie dobrze? Zrobię nam kolację. –Mama złapała za swoją walizkę i ruszyła. Zauważyłam, ze ostatnio dużo lepiej się z tatą dogadywali. Cieszyłam się, że te wieczne kłótnie im minęły. Oczywiście Justin złapał za moją walizkę, a do tego jeszcze puścił mnie przodem. Podziękowałam i pośpiesznie ruszyłam schodami. W naszym pokoju mieściła się wielka szafa i wielkie, ale dwuosobowe łóżko. I okna od sufitu do podłogi, tak jak u Justina w domu. Pewnie w każdym z naszych pokoi tak było. Justin postawił koło łóżka nasze walizki, i podszedł do mnie.
-Co ty tam dzisiaj się odgrażałaś? Bo nie pamiętam? Coś, że trzeba dodać pikanterii, tak? I że chętnie dasz się przełożyć przez kolano? – Przygryzłam wargę, a Justin pchnął mnie na łóżko. Opadłam, a Justin od razu znalazł się nade mną. – Powiem szczerze, że nie spodziewałem się takich słów, z tak ślicznej buźki. I chętnie zobaczyłbym Cię w takiej pikantnej scenerii. To może być dużo bardziej podniecające niż mi się na początku wydawało. – jego kciuk uwolnił moją mocno przygryzioną wargę i sam przywarł do niej ustami.
-To ja nie sądziłam, że samo mówienie o tym, dostarczy tyle wrażeń. – Zacisnęłam nogi, a Justin uśmiechnął się szeroko. Złapał za moje nadgarstki i przesunął je nad moją głowę.
-Nie masz pojęcia, co przez ciebie dzieje się teraz w mojej głowie. Nie wiem, czy to jest do zniesienia.
-Chloe? Justin?- Jus puścił mnie szybko, gdy do pokoju wparowała Maggy. Siedliśmy szybko na łóżku, próbując udawać, że to właśnie cały czas robiliśmy. Przyjaciółka poczuła jednak zakłopotanie.
-Ehm, sorki, ale.. Twoja mama kazała zawołać Was na dół, robi kolację. Chętna do pomocy?
-Jasne- spojrzałam na Justina i zwlekłam się z łóżka. Maggy uśmiechnęła się i wyszła z pokoju. Justin wstał za mną.
-Czar prysł. Nie wiem, czy z moją mama pójdzie nam tak łatwo.
-To przez to, że tak krzyczysz, gdy doprowadzam cię do..
-Justin!- spojrzałam na niego nie dowierzając, że powiedział to tak głośno, i złapałam go za rękę, ciągnąc na dół. Jego śmiech odbił się echem w moich uszach. 
_______________________
HEJ, MAM NADZIEJE, ŻE SIĘ PODOBAŁO :)
ZACHĘCAM I NAMAWIAM DO SKOMENTOWANIA ROZDZIAŁU, TO DLA MNIE BARDZO WAŻNE:) ORAZ DO ODDANIA GŁOSU W ANKIETACH PO LEWEJ ;)
zapraszam do siebie :)

8 komentarzy:

  1. Bosko. Pojechać z chłopakiem w góry <3

    OdpowiedzUsuń
  2. rozdział genialny. oni stanowią taką genialną parę! czytając to, nie można się nie uśmiechać! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci kochanie! czytając Wasze komentarze nie da się nie uśmiechać ! :*

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dziękuje Skarbie, ja też Was KOCHAM <3

      Usuń
  4. Genialny rodział ;D Uwielbiam to opowiadanie! ❤ Czekam na następny ^^

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy