22 maja 2016

Rozdzial 44

ROZDZIAŁ ZAWIERA SCENY PRZEZNACZONE DLA OSÓB PEŁNOLETNICH
___________________
Justin’s POV


Przyglądałem się buźce Chloe, gdy spała. Lubiłem ten widok, zwłaszcza, gdy budziłem się rano, a ona leżała obok, wtulona w moje ciało. Nie lubiła latać samolotem, więc wolała przespać tą podróż. Nie miałem nic przeciwko, widziałem ją spokojną i beztroską. Cieszyła się, że znów zobaczy rodziców. Lubiłem, patrzeć jak się cieszy i jest szczęśliwa, dlatego podobał mi się ten wyjazd. Nie miałem dla niej jeszcze prezentu. Zostały trzy dni, więc musiałem wybrać się na zakupy. Odwróciłem głowę, patrząc na Sama i Ashley. Będę potrzebował jego pomocy, miałem nadzieję, że on też jeszcze nic nie ma. Wróciłem wzrokiem na Chloe, gdy się zaczęła wiercić. Nie było jej chyba za wygodnie. Nie miała innej możliwości, jak tylko przerzucić swoje nogi przez moje. Miałem ochotę pocałować ją w czoło, żeby ją uspokoić. Zrobiłem to, zakładając jej kosmyk włosów za ucho. Uśmiechnęła się, nie otwierając jeszcze oczu. Ale wiedziałem, że już nie śpi. Zacząłem głaskać ją po łydce, a Chloe podniosła głowę. Otworzyła zaspane oczy, cały czas się uśmiechając.
-Chyba śniło Ci się coś dobrego.
Ja także się do niej uśmiechnąłem. Chloe przeciągnęła się na tyle ile miała możliwości i objęła mnie za szyję. Przejechała nosem po moim policzku i pocałowała w kącik ust. Oparła się z powrotem o niewygodne okno, wpatrując się we mnie.
-W sumie to nie śniło mi się nic. Chodzi o zapach twoich perfum, gdy się obudziłam.
Oparła głowę o fotel, cały czas mi się przyglądając. Kąciki jej ust nadal były wysoko podniesione. Szczerze to miałem ochotę już wylądować, było tu naprawdę nie wygodnie. Chloe poprawiła się, zabierając swoje nogi z moich, i siadając normalnie.
-Która godzina?
Podniosłem się lekko, by wyjąć z tylnej kieszeni komórkę. Spojrzałem na godzinę, jeszcze chwila i powinniśmy być na miejscu.
-Za dwadzieścia dziewiąta. Za dziesięć minut powinniśmy lądować.
Spojrzała za okno. Było ciemno, ale widoczne były miliony świateł. Widać było, że ten widok jej się podoba. Odwróciła się na sekundę, żeby się do mnie uśmiechnąć, i z powrotem spojrzała na miasta pod nami.

***

Trzymałem Chloe za rękę, wlokąc się za Samem i Ashley. Jedyny hałas jaki słyszałem dookoła to kółka ciągnących się za ludźmi walizek. Chloe puściła mnie, gdy wyszliśmy na zewnątrz. Objąłem ją szybko za ramię, było zimno i biało.
-Tata powinien gdzieś tu na nas czekać.
Sam odwrócił się do nas i uśmiechnął do Chloe.
-Spójrz. To raczej nie tata.
Chloe spojrzała przed siebie, zatrzymując się i stawiając walizkę. Uśmiechnęła się nagle szeroko, a ja zauważyłem, że cieszy się na widok jakiegoś, równie uśmiechniętego chłopaka. Podeszła do niego szybkim krokiem, i gdy już była przy nim, złapał ja w pasie i podniósł by okręcić. Zawiesiła mu ręce na szyi, mocno ściskając. Zatrzymałem się, stawiając walizkę. Nie podobało mi się to za bardzo. Nie miałem pojęcia kim może być dla niej ten chłopak. Postawił ją na ziemi i pocałował w policzek.
-Ben? Co Ty tutaj robisz?
Chłopak złapał jej policzki w dłonie, przyglądając się jej twarzy. Czułem jak rośnie we mnie gniew. Nie podobało mi się to, że zachowuje się tak w stosunku do niej. Chloe chyba zapomniała, że tu stoję.
-Przyjechałem po was. Rozmawiałem z twoją mamą. Jak się dowiedziałem, że przyjeżdżasz, nie mogłem się doczekać, aż Cię zobaczę.  Wypiękniałaś. Jak to możliwe?
Chloe spojrzała w moją stronę, szeroko się uśmiechając. Oderwała się od niego, łapiąc mnie za rękę.
-Poznaj Justina. Justin, to Ben.
Zadowolony chłopak wyciągnął w moim kierunku rękę. Odpowiedziałem na gest, ale nie byłem już tak pełen pozytywnej energii jak on. Chloe chyba to zauważyła, bo odrobinę spoważniała. Splątała nasze palce, i blado się uśmiechnęła, gdy ruszyliśmy za witającym się z Samem Benem. Nie rozumiałem dlaczego to zawsze musiało się tak toczyć. Próbowałem. Ale wiedziałem, że nigdy nie przestanę być o nią zazdrosny. Zamierzałem jednak zostawić to dla siebie.

***
Chloe
-Masz tu całkiem przytulnie.
Uśmiechnęłam się, idąc wolno z kubkiem kakała. Zgadzałam się z nim. Mój stary pokój był przytulny, ale trochę już do mnie nie pasował. Zmienił mi się trochę gust. Pościel była bardzo barwna, a nad toaletką wisiały kolorowe lampeczki. Na ścianie naprzeciwko łóżka przyklejonych było pełno moich zdjęć. Już nawet o nich zapomniałam. No i te fioletowe ściany. Mimo, że dużo się zmieniło, czułam się tutaj znakomicie. Jakbym wróciła do dzieciństwa, gdy miałam jeszcze dziesięć lat. No może tylko kolor ścian zmienił się z różowych. Na zasłonkach były nawet dalej przyczepione te trzy motylki, które kiedyś dostałam od Sama. Na szczęście łóżko było duże. Cieszył mnie ten fakt. Postawiłam kubek na szafce nocnej i siadłam na łóżko obok Justina. Leżał z założonymi za głowę rękoma, przyglądając się mi.
-To twoja ulubiona koszulka?
Zaśmiał się, a ja spojrzałam na swoją koszulkę z kotkiem. Uważałam ją za uroczą, nie rozumiałam o co mu chodzi.
-Umrę w niej. Nie podoba Ci się ?
Zaśmiał się, a ja położyłam się na brzuchu obok niego. Nie miałam na sobie żadnych spodenek, ani nawet koszulka nie była za długa. Justin przekręcił się w moją stronę, opierając się o łokieć. Jego dłoń szybko powędrowała nad mój tyłek, zjeżdżając w dół. Jego palec dyskretnie wsunął się pod materiał koronkowej bielizny. Spoważniał jednak po chwili, a jego ręka zjechała na moje udo. Zaczął jeździć nią w górę i w dół, przyglądając mi się.
-Co?
-Kim jest dla Ciebie ten Ben? Macie zamiar coś jutro razem robić?
Pewnie słyszał jak Ben żegnając się, nie mógł się doczekać na nasze kolejne, nieco dłuższe spotkanie.
-Ben to mój przyjaciel. Najbliższy, ale tylko przyjaciel. Znam go od zawsze, nie możesz się złościć o nasze relacje.
Spojrzał w dół, unikając moje wzroku.
-Wiem. Ale jestem zazdrosny jak widzę, że się tak do Ciebie klei. Nie za dużo tej bliskości? Chyba trochę się zmieniło.
Podniosłam się, i przerzuciłam nogę na druga stronę jego ciała, siadając okrakiem na jego brzuchu.
-Kiedy to do ciebie dotrze? Nie musisz być o nic zazdrosny, bo i tak kocham tylko Ciebie. No i może jeszcze tą koszulkę.
Spojrzałam na nią znowu, rozśmieszając przy tym Justina.
-Ja kocham Ciebie bez tej koszulki.
Zaśmiałam się i złapałam za dół koszulki, przeciągając ją przez głowę. Justin złożył usta jak do gwizdania, podnosząc przy tym brwi.
-Jak sobie życzysz.
Przygryzłam wargę, widziałam jak Justin skanuje wzrokiem całe moje ciało. Jego dłonie znalazły się ponownie na moich pośladkach. Nachyliłam się, by pocałować go w szyję.
-Zamknęłaś drzwi?
Uśmiechnęłam się, przestając go całować. Chyba rzeczywiście nie powinniśmy robić tutaj takich rzeczy.
-Masz racje, to nie najlepszy pomysł.
-Nie! Nie chodzi mi o to. Teraz już nie możesz się wycofać, chcę się po prostu upewnić.
-Nie powinniśmy.
Uśmiechnęłam się i zeszłam z Justina. Niechętnie mnie puścił, a ja zgasiłam lampkę i weszłam pod kołdrę. Justin złapał mnie w pasie i przysunął do siebie. Usłyszałam przy uchu jego oddech.
-Pozwól mi się chociaż trochę do ciebie poprzytulać.
Zaśmiałam się, gdy znowu poczułam na swoim tyłku jego ręce. Położył się na mnie, całując mnie po szyi.
-Justin!
Zaczął zataczać językiem kółka na mojej skórze.
-Justin, zejdź ze mnie.
-Sama mnie sprowokowałaś, już trzeba było zostać w tej różowej piżamce.
Zaśmiałam się, a Justin podniósł się, by znów powiedzieć mi coś do ucha.
-Jeśli nie będziesz krzyczeć..
Przerwał by pocałować mnie pod linią szczęki i kontynuował dalej.
-Tak jak zawsze, to..
-Nie krzyczę.
Przerwałam mu, a Justin się uśmiechnął.
-Ale to jest podniecające, Skarbie. Po prostu musisz być nieco ciszej.
-Justin, to nie jest miejsce ani czas na to.
Justin oparł się rękoma po oby dwóch stronach mojej głowy i spojrzał na mnie.
-Obiecuję, że nie będziesz żałować. Pozwól mi. Chcę cię posmakować.
Jego ręka zaczęła schodzić coraz niżej, wsuwając się pod materiał moich majtek. Zamknęłam oczy.
-Nie otwieraj buzi, i bądź cicho.
Pocałował mnie długo i namiętnie, po czym złapał za moje majtki i sprawnie zsunął mi je po nogach. Naciągnął kołdrę, znajdując się po chwili między moimi nogami. Wciągnęłam więcej powietrza, trzymając pościel ściśniętą przy piersi. Poczułam jego ciepły język po wewnętrznej stronie mojego uda. Ścisnęłam lekko nogi, gdy Justin złapał mnie i pociągnął lekko na dół. Poczułam dreszcz, gdy jego język odnalazł moje centrum. Zamknęłam oczy, przygryzając przy tym wargę. Musiałam przyznać, że myśl, że nie jesteśmy w domu sami, sprawiała, że było to bardziej podniecające. Zacieśniłam dłonie w pięść powstrzymując się od wsadzenia ręki pod pościel i wplatania palców w jego włosy. Poruszał językiem coraz szybciej, powodując częstsze ukłucia w dolnej części mojego brzucha. Moja ręka powędrowała gwałtownie w dół, gdy poczułam w sobie dwa palce Justina. Powietrze w pokoju wydawało się robić coraz bardziej gęstsze, a ja potrzebowałam go już odrobinę więcej. Mój oddech stał się szybki i nie tak równomierny jak przed chwilą. Wygięłam lekko plecy,  gdy poczułam jak rusza we mnie swoim palcem, zataczając kółka. Moje palce odnalazły jego potargane włosy, wplątując się miedzy nie i zacieśniając ciasno. Wydobyłam z siebie jęk, gdy poczułam w sobie jeszcze jeden palec więcej. Justin podniósł się na wysokość mojej twarzy, szybko poruszając palcami. Pocałował mnie, żebym była cicho. Uśmiechnął się szeroko widząc jak reaguje.
-Ćśśśś…
Czułam na brzuchu jego twardą męskość, wpijającą się w materiał jego bokserek. Otworzyłam usta, a Justin przygryzł moja dolną wargę, i pociągnął ją do góry. Wbiłam palce w prześcieradło, czując miliony drobnych ukłuć jedno po drugim. Justin uśmiechnął się, wyciągając ze mnie swoje palce i składając krótkie pocałunki na mojej szyi. Złapałam za oblamówkę jego bokserek, ale Justin złapał za moją dłoń.
-Na tym dziś skończymy, będę cierpliwy.
Spojrzał mi w oczy, i z uśmiechem na twarzy pocałował mnie zachłannie. Odsunęłam go od siebie po chwili i wstałam do łazienki.

***

Podniosłam głowę zaspana, gdy usłyszałam pukanie. To mama. Po jej minie widziałam, że jest troszeczkę zakłopotana, nie wchodziła do środka. Ja zresztą też nie czułam się komfortowo, zwłaszcza że Justin trzymał pod kołdrą rękę na moim tyłku.
-Zejdziecie skarbie za chwile na śniadanie? Przygotowałam naleśniki z czekoladą i jajecznice?
Pokiwałam twierdząco głową, lekko się uśmiechając. Gdy mama zamknęła za sobą drzwi, oparłam głowę o tors Justina tak jak przed chwilą, chcąc dalej spać. Byłam mega zmęczona. Justin zamruczał mi do ucha, głaskając mnie dłonią po tyłku. Oparłam się brodą o jego tors, otwierając zaspane oczy. Justin też ledwo co je dopiero otworzył.
-Musimy wstawać.
Pocałowałam go w szyję, a Justin jeszcze raz zamruczał coś pod nosem.
-Nie możemy zostać w łóżku cały dzień? Chociaż raz.
Podniosłam się, gdy mój telefon zaczął wibrować. Zabrałam go z szafki, patrząc kto dzwoni.
-Nie odbieraj.
Odezwał się szybko Justin. Widział, że dzwoni Ben. Przypomniało mi się, jak wczoraj przekręcił oczami, gdy usłyszał, że chłopak chce mój numer telefonu.
-Może to coś ważnego.
-Nic ważnego, chce się z tobą umówić. Możesz zrobić to później, nie z łóżku?
Spojrzałam na niego, i zdecydowałam, że odłożę telefon. Miałam zamiar później do niego oddzwonić. Widziałam, że Justin poczuł ulgę, że zrobiłam tak jak chciał. Zdawałam sobie sprawę, że to będzie trudne. Jak i z każdym innym facetem, który stanął i stanie na mojej drodze. Zaczął głaskać moje włosy, zdawało mi się w obawie przed tym, żebym to ja nie była zła  przez jego zachowanie. Nie byłam zła, ale odwróciłam się w drugą stronę, zagrzebując w pościeli i podciągając kolana pod brzuch. Naprawdę byłam zmęczona.
-Hej, coś nie tak?
-Nie, dlaczego?
Justin przybliżył się i objął mnie w pasie. Dałam spokój, nie zamierzałam się o nikogo sprzeczać.
-Jeśli masz ochotę możemy gdzieś później wyjść. Ben też, jeśli musi.
-Nie musi.
-Jeśli chce, i ty jeśli chcesz.
-Chcę.
Odwróciłam się w jego stronę. Uśmiechnął się i pocałował mnie w usta.
-Dobrze, ale teraz wstawaj na naleśniki z czekoladą.
Uśmiechnęłam się szeroko, ciągnąć go za sobą z łóżka.
___________________________________________
CHCIAŁAM POWIEDZIEĆ, ŻE ROZDZIAŁY MOGĄ NIE BYĆ DODAWANE TAK JAK ZWYKLE, TYLKO NAWET W ŚRODKU TYGODNIA A W WEEKEND NA PRZYKŁAD NIE. DO POŁOWY CZERWCA MAM ZAMIAR SKOŃCZYĆ PIERWSZĄ CZĘŚĆ I POD KONIEC LIPCA ZACZĄĆ PISAĆ DRUGĄ :)
MAM NADZIEJĘ, ŻE BĘDZIECIE ZE MNĄ PODCZAS DRUGIEJ CZĘŚCI :*
I NIE DŁUGO DAM WAM ADRES JEŚLI BĘDZIECIE CHCIELI <3


8 komentarzy:

  1. Jak zwykle cudoo 😍😍👌 Uwielbiam jak piszesz kochana 😘

    OdpowiedzUsuń
  2. COOO PO CO 2 CZĘŚĆ? :/// myślałam że ta skonczysz gdzieś na 50 i tyle, bo pewnie będzie dużo niepotrzebnych dram -,- .
    No ale rozdział super ! <3
    A i zawsze pisze się kakao tego słowa się po prostu nie odmienia, nie ważne jak gdzie i kiedy zawsze jest kakao np idę z gorącym kakao a nie kakałem :) drobna uwaga, czekam na następny buziaki a i zapraszam di siebie nowy rozdział, czekam na komentarze :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje xd
      większość chce drugą część, więc będę z chęcią dalej pisać. ;)

      Usuń
  3. Jeju już się nie mogę doczekać następnej części ❤ A ten rodział cudowny jak zawsze ^^ Czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest świetnie <3 zostanę tu do końca i przeczytam wszystko co napiszesz ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, skarbie, bardzo miło ;* <3

      Usuń

Obserwatorzy