14 lutego 2016

Rozdzial 31

Justin
Leżałem w łóżku odświeżając co chwilę twittera. Chloe siedziała w łazience już z pół godziny. Leżała w wannie, nie chcąc wpuścić mnie do  środka. Udawała, że jest na mnie zła za to co zrobiłem przed kolacją, i nawet mi się to podobało, ale mogła by już wyjść. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić, a sekundy ciągnęły się wyjątkowo wolno. Odłożyłem telefon i sięgnąłem po książkę, która leżała na szafce po stronie, po której spała Chloe. Nie wiem skąd się tam nagle wzięła, a może po prostu nie zwróciłem na to uwagi. Zerknąłem przelotnie na okładkę z tytułem „Cień” i otworzyłem w momencie, gdzie była włożona zakładka. Ale szczerze, nie miałem zamiaru jej czytać. Ciekawił mnie bardziej kolorowy kawałek tektury oddzielający od siebie strony. Odwróciłem nagle wzrok, gdy usłyszałem, że drzwi od łazienki otwierają się. Chloe stojąc w progu zgasiła światło i zamknęła za sobą drzwi. Gdy zobaczyłem ją w tym co ma na sobie, bez zastanowienia odłożyłem książkę na szafkę obok mnie i oparłem się na łokciach patrząc jak idzie w kierunku łóżka. Była przede mną tylko w koronkowych czarnych majtkach, a na tym prześwitująca i okazująca jej idealną figurę halka. Nie miała na sobie stanika, a ja poczułem jak moje krocze szybko zaczyna reagować. Stanęła obok łóżka i pociągnęła za gumkę na jej włosach, pozwalając im opaść kaskadami na jej ramiona. Siadła na łóżku po swojej stronie i sięgnęła z szafki krem. Przybliżyłem się do niej, całując ją w udo. Chloe ignorując mnie wylała na rękę trochę balsamu i wtarła w nogę, do której nie miałem dostępu. Nie przejmowała się w ogóle tym, że jestem obok. Nadal była na mnie zła. Śmieszyło mnie to, bo próbowała zachować poważną minę.
-Masz zamiar się teraz na mnie złościć?
Pocałowałem ją w ramie, a Chloe odsunęła się tylko z pretekstem potrzeby większej ilości balsamu. Uśmiechnąłem się do siebie, znów całując ją w rękę. 
–Pięknie wyglądasz, wiesz?-
Nie widziałem jej wcześniej w czymś takim, i przyznam, że robiła duże wrażenie. Z pewnością nie tylko na mnie, co doprowadzało mnie do obłędu, gdy tylko pomyślałem o Nathanie, Luke’u czy Mack’u. Była śliczna, nie mogłem nie być o nią zazdrosny. Przyglądałem się jak z gracją smaruje nogi. Miałem ochotę wycałować każdy ich centymetr. Najgorsze było to, że nic na sobie prawie nie miała. Można było zwariować. Złapałem za kokardkę, która wisiała na halce między jej piersiami, a Chloe odsunęła moją rękę, odkładając tubkę.
-Justin..
Przygryzłem wargę, mając w głowie widok jej pode mną. Chciała się mną zabawić, nie była zła tak na serio. Zdradzały to jej podnoszące się kąciki ust w reakcji na każdy mój gest. Klękła na łóżku, a po chwili położyła się na mnie prawie, gdy chciała zgasić lampkę po mojej stronie łóżka. Jej dekolt miałem prawie przed samym nosem, a w moich majtkach robiło się coraz mniej miejsca. Robiła to specjalnie.  Zgasiła lampkę i wróciła na swoje miejsce gasząc także swoją, i kładąc się tyłem do mnie, wypinając lekko tyłek w moją stronę. Gdy w pokoju było już całkiem ciemno przybliżyłem się do niej,  nachylając się do jej ucha.
-Nie zgadniesz na co mam ochotę, Kochanie.
Pocałowałem ją pod uchem, a Chloe odsunęła się tylko poprawiając kołdrę.
-A nie zgadniesz na co ja mam ochotę. Mam zamiar iść spać.
Zaśmiałem się do siebie bezgłośnie i złapałem ją w pasie. Z łatwością przyciągnąłem ją do siebie na tyle ile było to tylko możliwe, przesuwając ją razem z prześcieradłem.
-Justin.
Próbowała się odsunąć, ale ja przytuliłem się do jej pleców, nie dając jej żadnych możliwości do ucieczki.
-Masz zamiar się ze mną droczyć?
-Nie. Dlaczego? Przecież Ty nie robiłeś tego samego ze mną.
Poprawiła głowę na poduszce , odgarniając przeszkadzające jej włosy.
-To było co innego.
Położyłem dłoń na jej udzie i bardzo powoli przejechałem nią wzdłuż jej nogi do góry.
-Dokładnie to samo.
Wsadziłem palec wskazujący pod materiał jej majtek, a mój kutas robił się naprawdę niecierpliwy. Wiedziałem, że jej idealnie gładka i ciepła skóra prosiła o mój dotyk. Ale nie chciała dać za wygraną. Nie ruszało jej to. Gdy moja dłoń wylądowała na jej pośladku i lekko go zacisnęła, a usta zaczęły całować jej szyję, zacisnęła nogi, próbując tego po sobie nie pokazać.
-Justin. Byłam poważna, gdy mówiłam, że chcę spać. Musisz mi to utrudniać?
Przejechałem językiem po jej skórze tuż pod jej uchem. Widziałem, że ciężko jest się jej powstrzymać i gdy odchyliła głowę na bok, dając mi łatwy dostęp do jej skóry, przygryzłem lekko płatek jej ucha.
-Widzę, że też masz na to ochotę. Widzę jak reagujesz.
Nie odpowiedziała, poprawiła się tylko, wsadzając rękę pod poduszkę. 
–Po co się oszukiwać. I tak nie wytrzymasz zbyt długo. 
Na moje słowa odwróciła się w moją stronę pode mną i spojrzała na mnie. Szybko przeniosła wzrok na moje usta. Nie mogłem się powstrzymać, żeby nie zassać jej dolnej wargi, przygryzając ją przy tym lekko. Jej dłoń spoczęła na moim torsie, i zaczęła się lekko osuwać w dół. Gdy złapała swoimi małymi palcami za oblamówkę moich bokserek, momentalnie zawisłem nad nią całując ją zachłannie. Nie mogłem się powstrzymać, żeby nie wsadzić dłoni pod ten cieniutki materiał, chwytając za jej pierś. Chloe nagle oparła się dłońmi o mój tors, odsuwając mnie od siebie.
-Nie zapominajmy, że nie jesteśmy tutaj sami. Poza tym nie doceniasz mnie.
Uśmiechnęła się i złożyła na moich ustach krótki pocałunek.
–Dobranoc.
Dodała, i dając mi do zrozumienia, że mam z niej zejść, odwróciła się znów tyłem do mnie. Z jednej strony miała rację, że nie jesteśmy sami, ale … z drugiej dobrze wiedziała jak zareaguje na to co ma na sobie. Zacisnąłem zęby i jeszcze raz ja do siebie przyciągnąłem.  Zacisnąłem powieki i wsadziłem nos w jej włosy. Uwielbiałem zapach jej szamponu. Przytuliłem ją do siebie i objąłem ramieniem. Była taka drobniutka i trudno było nie chcieć się o nią troszczyć.
-Dobranoc. 
Pocałowałem ją w głowę i wtulając się w nią splątałem nasze nogi.

***

Przebudziłem się, ale nie miałem jeszcze zamiaru otwierać oczu. Miałem nadzieję, że mając je cały czas zamknięte, uda mi się jeszcze zasnąć. Nie miałem pojęcia, która może być godzina, ale wiedziałem, że Chloe jeszcze śpi. Na myśl o niej otworzyłem jedno oko, przyzwyczajając je do rannego światła. Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się lekko. Leżała policzkiem na moim torsie, z przerzuconą przez moje ciało ręką. Jej noga założona na mnie, spoczywała między moimi nogami. Pogłaskałem ją po nagim ramieniu, gdy zauważyłem jej osunięte ramiączko. Włosy spadały jej lekko na twarz, a ciało miała rozgrzane. Od razu chciało się zostać w łóżku cały dzień, biorąc pod uwagę, że za oknem nadal padał śnieg. Pocałowałem ją delikatnie w głowę, a Chloe przejechała dłonią po moim torsie. Nadal spała. Odchyliłem się lekko, przyglądając się jej jak śpi. Była przy mnie jak mały aniołek o ciemnych włosach. Można było się tak na nią patrzeć całe wieki, bez przerwy. Nie pamiętam, żebym miał okazję przyglądać się jej spokojnej twarzyczce. Zazwyczaj budziłem się, gdy jej nie było już w łóżku. Lubiłem takie poranki jak te. I wpadłem nagle na pomysł. Chciałem wstać, ale za bardzo nie wiedziałem od czego mam zacząć. Bałem się, że jak tylko się ruszę, to Chloe się obudzi. Musiałem jednak zaryzykować. Chloe zamruczała, gdy tylko delikatnie odłożyłem jej rękę. Zamarłem, ale postanowiłem szybko wysunąć się spod jej ciała. Gdy tylko materac uniósł się pod nią, a ja stałem już koło łóżka, przesunęła się całkowicie na połowę łóżka, po której spałem i wtuliła się w poduszki, kładąc się na brzuchu. Chciałem pocałować ją w głowę, ale nie chciałem, żeby po tylu staraniach obudzić ją. Miałem zamiar zejść na dół, musiałem więc coś na siebie założyć. Zakopał bym się pod ziemię, gdyby mama Chloe zobaczyła mnie w kuchni w samych bokserkach. Naciągnąłem na siebie szybko spodnie dresowe i koszulkę. Spojrzałem jeszcze raz na Chloe, i gdy upewniłem się, ze na pewno śpi, wyszedłem z pokoju. W kuchni zastałem tylko Dylana. Stał obok lodówki i pił sok z kartonika.
-Obok masz szklankę, świnio.- na moje słowa przestał od razu pić i odstawił karton obok na kredens. Zamknął lodówkę i ciągnąc nogi usiadł przy stole. Dziwiło mnie, że nikogo oprócz niego nie ma.
-Która godzina?
Dylan wyjął z kieszeni telefon, krzywiąc się w reakcji na oślepiający ekran. Sam chyba dopiero co wstał.
-Po ósmej. Co Ty spać nie możesz?
-O to samo mogę Ciebie spytać. Maggy nie śpi?
Podszedłem do lodówki i wyciągnąłem mleko. Wiedziałem, że Chloe uwielbiała ciepłe kakao.
-Śpi, ale jakoś mnie suszyło. Strasznie chciało mi się pić. A co? Robisz śniadanie? Głodny w sumie też jestem. 
Nastawiłem mleko na gaz i wsadziłem do tostera dwie grzanki.
-Robię. Ale nie dla Ciebie. Bozia rączek Ci nie dała?
Zacząłem przeszukiwać szafki, z nadzieją, że znajdę coś, na czym będę mógł zanieść Chloe śniadanie.
-Nie możesz wsadzić tam jeszcze chociaż jednej kromki?
-Nie ma mowy.
-Dzięki stary. Wiedziałem, że zawsze i wszędzie można na Ciebie liczyć
Zaśmiałem się a Dylan przejechał dłonią po zmęczonej twarzy i włosach. Nie miałem pojęcia co mu było, ale wyglądał, jakby pił przynajmniej trzy dni z rzędu. Był jak wrak człowieka.
-Obudź się wreszcie. Chyba wiesz gdzie tu jest lodówka, sam przed chwilą do niej zaglądałeś.
-Nie masz pojęcia jaki jestem niewyspany. Maggy całą noc zabierała mi kołdrę. Owinęła się w nią chyba z dwa razy, a ja zmuszony byłem przykryć się prześcieradłem. 
Opowiadał z przejęciem.- Gdyby okoliczności mi na to pozwoliły, walnąłbym się w salonie.- zacząłem się śmiać, a Dylan spojrzał na mnie spod byka. Ja w przeciwieństwie do niego, mógłbym z wielką chęcią zostać z Chloe w łóżku cały dzień. Marzyłem, żeby znów móc się do niej przytulić. Zalałem kakao i postawiłem na tacce razem z sokiem pomarańczowym, owocami i przygotowanymi tostami. Postawiłem tackę na stół i wyjąłem z małego wazoniku jednego kwiatka. Położyłem go przy talerzyku, gotowy, żeby wyjść.
-W takim razie radzę Ci, idź zajmij lepiej ten salon dopóki wszyscy śpią.
-Umieram z głodu jak na to patrzę. 
Uśmiechnąłem się do siebie i ruszyłem na schody. Biedak, głodny i niewyspany. Tylko mu współczuć. Odepchnąłem nogą drzwi i wszedłem po cichu do pokoju. Jak je otworzyłem, tak i zamknąłem i podszedłem na palcach do łóżka. Postawiłem śniadanie na szafce nocnej i usiadłem na łóżku. Chloe leżała nadal na mojej stronie, zmieniła jednaj pozycję, leżąc jak królewna, z włosami porozwalanymi po całej poduszce. Jedną ręką trzymała kurczowo kołdrę na klatce piersiowej, druga spoczywała tuż obok jej głowy. Aż żal było ją budzić, nie chciałem jednak, żeby jedzenie wystygło. Przybliżyłem się do niej i odgarnąłem z twarzy kosmyki jej włosów. Delikatnie pocałowałem ją w czoło i pogłaskałem po policzku. Gdy przejechałem knykciami po jej ciepłej skórze, Chloe zaczęła się wiercić, nabierając do płuc więcej powietrza i marudząc coś. Nachyliłem się i szepnąłem jej do ucha.
-Czas wstawać, królewno. 
Znieruchomiała, otwierając niechętnie oczy. Zamrugała kilka razy rzęsami, żeby przyzwyczaić się do światła.
-Nie śpisz?
-Nie mogłem już zasnąć.
Pocałowałem ją, uśmiechając się, gdy w odpowiedzi dostałem dwa razy bardziej namiętnego buziaka.
-Która godzina?
-W pół do dziewiątej. Zrobiłem Ci śniadanie.
Chloe spojrzała na mnie poważnie, otwierając już całkowicie oczy. Przerzuciła wzrok na śniadanie, które leżało obok, i chętnie wsparła się na rękach, by usiąść. Oparła się o poduszki, prostując całkiem nogi.
-Naprawdę, chciało Ci się zrobić śniadanie?
-Nie rozumiem dlaczego Cię to tak dziwi.
Położyłem  ostrożnie tackę na jej nogi, uważając, żeby nie rozlać picia.
-Wygląda przesmacznie. 
Założyła kosmyk włosów za ucho i na mnie spojrzała. 
–Dziękuję.
Wyciągnęła w moją stronę ręce i objęła mnie za szyję, po czym pocałowała długo i namiętnie. 
– \Mam nadzieję, że zjesz ze mną?
Położyłem się obok niej, opierając się o łokcie.
-Głodna?
-No trochę. 
Uśmiechnęła się . 
–Kakao!
Ucieszyła się jak mała dziewczynka i podniosła kubek, biorąc małego łyka, i uważając, żeby się nie poparzyć. – I różyczka.- wzięła kwiatek do ręki i przyłożyła do nosa.
-Pachnie pięknie.
Zaśmiałem się, gdy udawała jak wącha sztucznego kwiatka. Zakryła nagle usta i nos, i głośno kichnęła.
-O proszę.
Sięgnąłem do szafki i podałem jej pudełeczko z chusteczkami. Wyrwała szybko jedną i kichnęła w nią po raz drugi.
-Tylko tego brakowało, żebyś się rozchorowała.
-Brakuję tylko tego, żebym cię zaraziła.
-O mnie się nie martw.
Chyba przeziębiła się po wczorajszych nartach i łyżwach. 
–No to chyba zostajesz dzisiaj w łóżku.
-Nic mi nie będzie. 
Odwróciłem się nagle w stronę drzwi, słysząc pukanie.
-Proszę.
Chloe odpowiedziała i odstawiła śniadanie na szafkę, a do pokoju weszła Maggy. Zamknęła za sobą drzwi i szybko podeszła do łóżka. Rzuciła się na nie obok mnie, lądując na brzuchu. Chloe spojrzała się na mnie i tylko się uśmiechnęła.
-Słyszeliście? Wybieramy się dzisiaj znów na narty! Ale do jakiejś wioski, a później robimy kulig i zostajemy tam do samego wieczoru! Twoja mama to wymyśliła. Mówiła, że bardzo się cieszy, bo to jest ostatni dzień, gdzie może się wami nacieszyć. 
Rzeczywiście to był ostatni dzień, bo rodzice Chloe wyjeżdżali już jutro, zaraz po powrocie. Już wieczorem następnego dnia mieli samolot. Ale nie chciałem, żeby Chloe bardziej się rozchorowała.
-Super! Zaraz wsta..
Chloe urwała w połowie słowa, sięgając szybko po kolejną chusteczkę.
-O nie! I już jesteś chora?
-A kto to tak kicha?
Cała trójka spojrzała na drzwi. Po pokoju weszła mama Chloe, a ja zacząłem czuć się trochę nieswojo. Wstałem z łóżka, a mama Chloe usiadła obok niej.
-Dziecko, Ty masz gorączkę.
Przyłożyła dłoń do jej czoła i potwierdziła moje słowa.
-Mamo, nie mam gorączki.
-Nawet ze mną nie dyskutuj. Zostajesz dzisiaj w łóżku.
Chloe odpowiedziała tylko kolejnym kichnięciem i nie zamierzała już się o nic kłócić. 
–Zostanę z Tobą.
-Ja z nią zostanę.
Wyrwałem szybko, a mama Chloe spojrzała na mnie. Uśmiechnęła się i znów przerzuciła wzrok na córkę.
-Kochanie, jeśli tego chcesz?
Chloe spojrzała na mnie i się uśmiechnęła. Kiwnąłem do niej głową, a ona odpowiedziała mamie tym samym? 
–Jesteś pewna? Jeszcze przez wyjazdem mogę ugotować Ci rosół.
-Poradzimy sobie.
Wyrwałem, a mama Chloe pocałowała ją w czoło i wstała z łóżka. Maggy zaraz za nią. Po chwili znów zostaliśmy sami.
-Jesteście taacy uparci.. Wszyscy.
-Nie. To Ty jesteś uparta.
-Jeśli nie masz ochoty siedzieć cały dzień w domu, jedź z nimi. Poradzę sobie.
Spojrzałem na nią trochę nie rozumiejąc.
-Nie ma mowy, zostaje z Tobą. Co ja miałbym robić tam cały dzień sam
-Nie sam.
-Ale bez Ciebie. Jedz śniadanie.
-Nie mam ochoty, ale wypiję kakao.
-Chloe. 
Spojrzała na mnie i to jej wystarczyło. Przekręciła oczami i sięgnęła po tosta. 
–Jak zjesz to pojadę na zakupy i jakieś leki. A Ty masz nie wychodzić z łóżka.
-Nie musisz mnie pilnować, możesz jechać.
-Jedz.
Pocałowałem ją w czoło i wstałem z łóżka.
_____________________________________________
CZEŚĆ KOCHANI <3 PRZY OKAZJI, ŻE ROZDZIAŁ POJAWIA SIĘ 14 LUTEGO, CHCIAŁAM WAM WSZYSTKIM ŻYCZYĆ WESOŁYCH, SZCZĘŚLIWYCH I CAŁUŚNYCH WALENTYNEK. <3
MAM NADZIEJĘ, ŻE ROZDZIAŁ SIĘ PODOBAŁ I ZACHĘCAM DO KOMENTOWANIA :)
BUZIAKI <3



12 komentarzy:

  1. Rozdział jak zwykle super :* Czekam na kolejny z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zostałaś nominowana do LBA. Więcej znajdziesz na moim blogu:

    http://selena-justin-love-story.blogspot.com/p/lba-ii.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooooo, Jezu oni są tacy zdziorni <3 super rozdział i czekam na następny :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Awwe oni są tacy uroczy!
    Kocham, kocham, kocham x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję miś ja też Cię kocham 😁😍

      Usuń
  5. Jeju jak ja uwielbiam tą dwójke razem <3 Są tacy słodcy ^^ Czekam nn ❤

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy