7 lutego 2016

Rozdzial 30

Poprawiłam szybko czapkę, zdejmując ją z oczu i zbierając z twarzy wszystkie kosmyki włosów. Ledwo co stałam na lodzie i bałam się ruszyć, żeby znów prawie się nie wywalić. Zaczęłam się rozglądać, gdy zorientowałam się, że straciłam z oczu Justina. Poczułam nagle jego dłonie w pasie. Pchnął mnie lekko, żebym ruszyła z miejsca, ale nie miał zamiaru mnie puszczać.
-Kłamałeś!
Krzyknęłam, odwracając lekko głowę.
-Nie wiem, o czym mówisz.- puścił mnie, ale szybko złapał za rękę i znalazł się przede mną. Ciągnął mnie za sobą, bez żadnego wysiłku swobodnie jeżdżąc po lodzie. Uśmiechnął się pokazując rząd białych zębów.
-Kłamałeś, że nie umiesz jeździć. A to ja robię z siebie idiotkę.- naprawdę dobrze mu to szło. Widać, że dobrze się czuł w łyżwach, i na pewno nie była to jego pierwsza taka przygoda.
-Nie prawda. To urocze, i mogę przez cały czas być blisko ciebie. – pokręciłam głową, uśmiechając się do niego.
-Nie wiem, czy to dla mnie. Taniec nie jest aż tak skomplikowany.
-Mam rozumieć, że wolisz tamtego trenera ode mnie?- wyprostowałam się i pociągnęłam go za rękę, zmuszając, żeby się zatrzymał. Stanął naprzeciwko mnie, obejmując mnie w pasie.
-Dobrze wiesz, że nie to miałam na myśli. Nathan jest dobrym trenerem, zgadza się. Ale tylko w jednej kategorii. Ty to inna historia.- na moje słowa uśmiechnął się i pocałował mnie w usta.
-W takim razie, masz może ochotę na coś innego?- rozejrzał się, zatrzymując wzrok na bramce wyjściowej. – Może lody?
-Lody w zimę? Nie wiem, czy to dobry pomysł.- Justin zaśmiał się potakując głową.
-Racja, może w takim razie..
-Spacer?- dokończyłam za niego.
-Masz ochotę na spacer?- był lekko zaskoczony. Miał na myśli chyba coś bardziej interesującego.
-Tak, po prostu spacer. To mi wystarczy.- uśmiechnęłam się – Byleby tylko pozbyć się tego co mam na nogach.
-Jasne, skoro tak to chodźmy- zaśmiał się i ruszył, ciągnąc mnie za sobą.

***

-Gdzie nauczyłeś się tak jeździć?
-Maddie mnie tego nauczyła. Ale moje umiejętności przy niej się chowają. Ona jest w tym genialna.
-Nie tęsknisz za nią? Tak rzadko się widujecie. – szliśmy za rękę w jakimś parku. Był cały biały, zasypany śniegiem. Drzewka były tu już ozdobione lampeczkami, co dawało świąteczny nastrój. Jak dla mnie za wcześnie. Nie wiem, czy u nas spadł w ogóle śnieg. A tutaj pachniało Bożym Narodzeniem. To tak jakby przeżywać to dwa razy. Jeszcze raz, gdy wrócimy już do domu.
-Maddie ma już swoje życie. Już dawno. Za tydzień zobaczę ją przed ołtarzem. – Prawda. Za tydzień będziemy już na jej ślubie, patrzeć jak składa przysięgę małżeńską. –Nie jest już tą samą starszą siostrą- uśmiechnął się prawie niewidzialnie pod nosem. –Kiedyś dla mnie, teraz dla Mellanie jest całym światem.
-Ty też masz swoje życie.
-To prawda- spojrzał na mnie, z uśmiechem na twarzy. –Na szczęście mam Ciebie. – ścisnęłam mocniej jego dłoń, przytulając się do jego ramienia. –I nigdy nie sądziłem, że będę myśleć o swoim ślubie. To nigdy nie było dla mnie- zaśmiał się a ja przystanęłam.
-Myślałeś już o własnym ślubie?
-Właśnie przed sekundą- uśmiechnęłam się i ruszyliśmy dalej.
-Takim jak Maddie?
-Dokładnie takim.
-A o Mellanie?- na moje słowa zatrzymał się i spojrzał na mnie. Jego twarz była pogodna, ale po chwili momentalnie spoważniał. Nic nie mówiłam, czekałam aż on się odezwie pierwszy. To chyba go przeraziło.
-Dlaczego pytasz o.. Ty nie?- plątał mu się język nie wiedząc jak skleić jakieś sensowne pytanie. –Chloe.. nie chcesz mi powiedzieć.. to znaczy, Ty nie? Czy Ty?- podniosłam brwi, czekając aż powie o co mu chodzi. Wiedziałam dokładnie o co, ale ciekawa byłam jego dalszej reakcji.
-Chloe, nie jesteś w.. prawda? Nie jesteś w ciąży?- miał taka poważną minę. Oczywiście, że nie byłam, ale .. smuciła mnie trochę jego reakcja. Nie odpowiadałam, a Justin robił się coraz bardziej niecierpliwy. Nie był na to gotowy, ja też nie. Ale sama nie wiem, dlaczego rozczarowana byłam tą reakcją. – Chloe, nie jesteś?- pokręciłam przecząco głową i ruszyłam przed siebie. Złapał mnie szybko za rękę bym znów się zatrzymała. Podszedł o krok i znów stanął naprzeciwko mnie. Złapał mnie za obie dłonie i przyłożył je sobie do ust.
-Chodzi mi o to, że..
-Nie jesteś gotowy, rozumiem.
-A Ty tak?- spytał zaskoczony.
-Nie, nie..- pokręciłam głową, spuszczając wzrok.- Nie wiem, dlaczego w ogóle o to zapytałam. Znikąd wzięło mi się to pytanie.
-Nie chciałem powiedzieć nic złego. Po prostu, ja.. Nie nadaję się na ojca, Chloe.
-To znaczy?- zmarszczyłam brwi próbując zrozumieć. Nie chciał mieć dziecka? Nigdy? Nie wyobrażałam sobie tego. Ja bardzo chciałam mieć dziecko. Kiedyś oczywiście. W przyszłości.
-To znaczy teraz. Kiedyś tak, ale..
-Dobrze, skończmy ten temat. Nie potrzebnie zaczęłam tą rozmowę.
-Mamy przed sobą całe życie, nigdzie nie musi nam się spieszyć, prawda?- uśmiechnęłam się potakując głową. Miał racje. On także się uśmiechnął. Ulżyło mu. Nie chciałam już o tym myśleć.

***

Justin
-Tak
-Nie mogę się doczekać aż Cię zobaczę. I ucałuj ode mnie Chloe!
-Dobrze, ucałuje na pewno- jeszcze nie słyszałem, żeby Maddie była taka podekscytowana. Naprawdę, ja też nie mogłem się doczekać aż ją zobaczę. Do tego ta dzisiejsza rozmowa z Chloe. Wszedłem do naszej sypialni i zobaczyłem leżącą na łóżku Chloe. Leżała na brzuchu i wtulona była w poduszki. Wachlowała w powietrzu nogami, a ja chciałem już zakończyć moją rozmowę z siostrą.
-To do zobaczenia, Justin.
-No, paa.- rozłączyłem się i wsadziłem komórkę do kieszeni z tyłu spodni. Podszedłem do łóżka i złapałem za jej nogi. Przestała nimi machać i zamruczała coś niezrozumiałego pod nosem. Mój wzrok zawisł na jej tyłku. Uwielbiałem gdy miała na sobie te dżinsy i nie mogłem się oprzeć, by nie położyć się obok niej i złapać ją za tyłek.
-Zmęczona?- zaczęła się wiercić pod moim dotykiem mówiąc w poduszkę. Miała zamknięte oczy i najwyraźniej była zmęczona. Wsadziłem rękę pod jej bluzkę i zacząłem jeździć po jej ciepłej skórze. Widziałem po jej uśmiechu, że podobało się jej to. Zabrałem rękę i odgarnąłem jej włosy na bok. Nachyliłem się i pocałowałem ją w szyję. Odchyliła głowę, by dać mi większy dostęp do jej skóry. Dobrze wiedziałem, ze kochała gdy całowałem ją po szyi. Potrafiła mi wtedy ulec w każdej sytuacji. Bawiło mnie to trochę, że znałem jej słaby punkt i potrafiłem dostać to czego chciałem. Zwłaszcza, gdy jej tyłek nie odciągał od siebie uwagi w tych spodniach. Ale widziałem, że była zmęczona. Chciałem, żeby się rozluźniła.
-Masz ochotę na masaż?- uśmiechnęła się na moje słowa i wygodniej  rozłożyła się pomiędzy poduszkami. Wstałem i przerzuciłem nogę na drugą stronę jej ciała, by mieć ją między swoimi nogami. Podciągnąłem jej bluzkę do góry, i delikatnie przejechałem wzdłuż jej kręgosłupa kciukami.
-To chyba najlepsza rzecz jaka mnie dzisiaj spotkała. – uśmiechnąłem się do siebie i sprawnie odpiąłem jej stanik, odsuwając jego ramiączka na bok. Moje palce masowały jej ciało od góry, aż po sam tyłek. Miałem ochotę rozebrać ją całą, ale nie byliśmy niestety sami. Mama Chloe szykowała kolację, i nie zdziwiłbym się, gdyby wparowała tutaj w najmniej odpowiednim momencie.
-Szkoda, że pojutrze stąd wyjeżdżamy.
-Mamy jeszcze cały jutrzejszy dzień. Masz na coś ochotę?
-Mama mówiła, że ma jakiś plan. Ale nie wiem co chce robić.- Chloe mruczała pod nosem w odpowiedzi na mój dotyk. Jej ciało rozluźniało się z każdym moim dotykiem coraz bardziej. Podobało mi się to i miałem ochotę wycałować każdy centymetr jej ciała. Martwiło mnie jedynie to, że ostatnio prawie nic nie je i chudła, do tego ta poranna kłótnia i jej krwotok z nosa. Martwiłem się, ale musiałem ugryźć się w język, żeby nie pokłócić się z nią jeszcze bardziej. Nienawidziłem tego jaka była uparta. Nie wiem skąd mam do niej tyle cierpliwości. Nigdy nie miało to dla mnie za wielkiego znaczenia, czy któraś z moich byłych obrazi się i po kłótni nie odezwie się. Nie mogłem znieść, gdy Chloe była na mnie zła, i nie odzywała się do mnie. Rozwalało mnie od środka, gdy nie chciała ze mną rozmawiać i nie pozwalała się dotknąć. Nienawidziłem tego, więc potrafiłem się powstrzymać. To coś nowego, ale cieszyłem się.
-Dzwoniła Maddie.
-Tak?
-Yhym. I kazała Cię ucałować.- Chloe podniosła się na łokciach i odwróciła pode mną. W tej pozycji miałem ochotę przywiązać ją czymś do łóżka i całkowicie się w niej zatracić.
-I zamierzasz coś z tym zrobić?- przygryzła wargę a ja się uśmiechnąłem . Dobrze wiedziałem, że mnie prowokuje. I dobrze wiedziałem, że ona o tym wie. Złapałem za jej nadgarstki i przytrzymałem nad jej głową, wbijając je w pościel boleśnie ściskając. Podobało jej się to, w odpowiedzi mocniej przygryzła wargę, i jęcząc odchyliła lekko głowę. Wiedziałem, co ma w planach. Wiedziała, że to na mnie działa, a i tak do niczego nie może dojść. Nie jesteśmy sami. Rozbrajała mnie tym do czerwoności. Ale postanowiłem, że role się odwrócą. Zdawałem sobie sprawę, że i ja i moje krocze na tym ucierpi, ale chciałem dać jej nauczkę. Pocałowałem ją , uwalniając jej czerwoną od ugryzień wargę. Zamknęła oczy, gdy czubkiem języka przejechałem po linii kości jej szczęki. Uwielbiała to. Zacząłem składać krótkie i mokre pocałunki na jej szyi, ramieniu i obojczyku.
-Tak, zamierzam spełnić jej prośbę. Bardzo dokładnie.- zacząłem całować jej dekolt, przejeżdżając co chwilę językiem. Pocałowałem jej pierś, odsuwając rozpięty stanik i poczułem jak jej sutki twardnieją pod materiałem bluzki. Zaczęła się pode mną wiercić, próbując wyrwać swoje dłonie z mojego uścisku. Nie dałem jej jednak możliwości uwolnienia ich. Gdy mocniej je ścisnąłem położyła się pode mną spokojniej i spojrzała na mnie.
-Justin.- podniosłem się i pocałowałem ją delikatnie pod samym uchem. Wzdrygnęła się gdy poczuła na biodrze jak mój kutas rośnie. W majtkach robiło mi się coraz ciaśniej, ale i tak nie chciałem dać za wygraną. To ona miała wić się pode mną a nie ja nad nią. Zabrałem jedną rękę, próbując przytrzymać jej nadgarstki drugą. Moja dłoń szybko powędrowała pod jej bluzkę. Zaśmiałem się, gdy wyrwała jedną rękę i szybko zacisnęła palce w moich włosach. Uwielbiałem to, ale niechętnie zabrałem jej rękę z powrotem nad głowę.
-Następnym razem przywiąże Ci je do łóżka. Będzie dużo łatwiej.
-Dla kogo?- usta miała otwarte, głośno oddychając.
-Dla Ciebie będzie to sama przyjemność. A teraz chyba czas na kolację, chyba nie chcemy, żeby twoja mama zastała nas w takiej sytuacji.- puściłem jej dłonie i siadłem prosto, patrząc na nią z góry.
-Justin, ale..- nachyliłem się i złożyłem na jej ustach krótki pocałunek. Wstałem z łóżka i wyciągnąłem do niej rękę
-Justin! Chloe, kochanie, kolacja!- gdy mama Chloe krzyknęła z dołu, Chloe wstała z łózka ignorując moją zaoferowaną pomoc. Wsadziła pod bluzkę ręce by zapiąć stanik, nie prosząc mnie przy tym o pomoc. Ruszyłem za nią dotrzymując jej kroku. Klepnąłem ją w tyłek, a ona odwróciła się do mnie z piorunującym wzrokiem. Zaśmiałem się, gdy próbowała udawać obrażoną. Udało się.
_________________________
TO JUŻ 30STY ROZDZIAŁ ! NIE MACIE POJĘCIA JAK BARDZO SIĘ CIESZĘ. MIMO, ŻE ŚREDNIO PRZYCHODZIŁO MI GO PISANIE, BO MIAŁAM DZISIAJ PUSTĄ GŁOWĘ, ZERO POMYSŁU NA JAKIKOLWIEK DIALOG, TO I TAK NIE JEST TAK ŹLE. MOŻE DLATEGO, ŻE UWIELBIAM PISAĆ TAKIE SCENY Z CHLOE I JUSTINEM. MAM NADZIEJĘ, ŻE WAM TEŻ SIĘ PODOBAJĄ! ;)
I DZIĘKUJĘ WAM Z CAŁEGO SERCA ZA TO, ŻE WYTRWALIŚCIE TUTAJ ZE MNĄ AZ DO 30 ROZDZIAŁU, MAM NADZIEJĘ, ZE ZOSTANIECIE JESZCZE DŁUŻEJ I AŻ DO KOŃCA <3
DZIĘKUJĘ TAKŻE ZA PRAWIE 38 TYŚ WYŚWIETLEŃ. w GŁOWIE SIĘ OD TEGO KRĘCI I AŻ MI SIĘ TO NIE MIEŚCI. TO NA PRAWDĘ MEGA DUŻO. I TO PO PROSTU MOJE WYOBRAŹNIE "PRZELANE NA BLOGA" :D I TO NIESAMOWITE, ŻE KTOŚ CHCE TO CZYTAĆ I JESZCZE MU SIĘ TO PODOBA. 
z CAŁEGO SERCA DZIĘKUJE STAŁYM CZYTELNIKOM I KOMEMTATOROM. STRASZNIE DOCENIAM I JESTEM WAM WDZIĘCZNA ZA WASZE OZNAKI WSPARCIA. BO CZYTANIE TAK MIŁYCH KOMENTARZY POWODUJE WIELKI UŚMIECH NA MOJEJ TWARZY I STRASZNIE MOTYWUJE DO DALSZEGO DZIAŁANIA. ALE DZIEKUJE TAKZE ZA NIEKONIECZNIE POZYTYWNE KOMENTARZE JESLI TAKIE SIE PPJAWIA, DOCENIAM KAZDY KOMENTARZ, KAZDA OPINIE, PRZYJ,UJE DO SIEBIE POCHWALE JAK I KRYTYKE. WIĘC BĘDĘ PISAC DALEJ I MAM NADZIEJĘ, ŻE CHOCIAZ Z TAKIM SAMYM POWODZENIEM JAK DO TEJ PORY. KOCHAM PISAĆ I KOCHAM WAS ZE LUBICIE TO CZYTAC. KOCHAM WAS!!!
JESZCZE RAZ DZIĘKUJE ZA WSZYSTKO!!! 

16 komentarzy:

  1. Rozdział super *,* Czekam na kolejny :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku, uwielbiam!
    Kochanie, ja dostanę do końca bo to opowiadanie jest CUDOWNE!
    Życzę erny i do następnego xx
    http://let-is-make-every-second-worth-it-jb.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weny*
      Przepraszam, autokorekta hah :) :/

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo! Kocham ❤

      Usuń
  3. Jezu jaki cudowny <3 Ciekawe czy jest w ciąży czy nie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Jetem tu pierwszy raz ale zostane na pewno na dłużej :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz pojęcia jaką radość mi tym sprawiasz :* mam nadzieję że zostaniesz tu do końca a ja sprostania waszym oczekiwaniom ❤👄

      Usuń
  5. Jezu jak ja uwielbiam takie sceny...tylko oni i nic więcej...idealnie *-* Ja zawsze mam uśmiech na twarzy jak Ty wrzucasz rodział! :D Już nie mogę się doczekać następnego ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochanie 💋 cieszę się ze się wam podobają rozdziały 💟

      Usuń
  6. Ja również bardzo Ci dziękuję, że mogę coś takiego czytać!! <3 rozdział jest cuuudooownyy naprawdę!! Mam nadzieję że tak szybko nie zakończysz swojej działalności tu :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję myszko 💟💟 nie mam zamiaru kończyć ! :*

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń

Obserwatorzy